Patron

Święty Maksymilian Kolbe to bohater o heroicznej odwadze.  Wykazał się nią w czasie II wojny światowej w obozie w Oświęcimiu, kiedy przezwyciężywszy lęk przed straszną śmiercią głodową, ofiarował swoje życie za drugiego człowieka.

         Ten fakt z ostatnich dni życia Maksymiliana Kolbego jest nam wszystkim dobrze znany. Spróbujmy jednak zdjąć tę postać z postumentu i baczniej przyjrzeć się jej osobowości, która może intrygować.

         Już jako uczeń lwowskiego gimnazjum Ojców Franciszkanów wyróżniał się zdolnościami do nauk ścisłych: matematyki i fizyki. Swoją dociekliwością naukową wybiegał głębiej niż materiał szkolny. Jednocześnie ponosiła go fantazja. Marzył o locie człowieka na Księżyc i udowadniał to obliczeniami i prawami fizyki. Kolbe pozostawił opis pojazdu kosmicznego, który nazwał etereoplanem. Największą nowością tego wynalazku było odejście od dotychczasowego sposobu poruszania się przy pomocy koła lub śmigła. Zasadą poruszania się etereoplanu w przestrzeni kosmicznej miał być odrzut.[ Pojazd miał docierać do odległych planet. Przewidywał także podróż w nim człowieka po pokonaniu siły ciążenia i stworzeniu pełnej klimatyzacji wewnątrz pojazdu.] Według dzisiejszych rzeczoznawców projekt etereoplanu był wówczas genialnym błyskiem myśli technicznej. Zasady jego działania, [jak też przewidywane trudności poruszania się w przestrzeni kosmicznej] są poprawne i zgodne z tymi, jakie dzisiaj obowiązują.

          Kolbe zastanawiał się także nad problemami militarnymi; na przykład jak Polacy mogliby zrzucić z siebie władzę zaborców i odzyskać wolność i dowiódł, że jest to możliwe, gdyby podjąć wojnę partyzancką.

         Kiedy na wiosnę 1910 roku został powiadomiony, że przy końcu roku szkolnego musi wybrać czy wstąpi do zakonu, czy podejmie się dalszej nauki, by zdobyć zawód, nie był zdecydowany. Myślał o kapłaństwie, ale jednocześnie marzył o karierze naukowej w dziedzinie nauk ścisłych. Kiedy jednak wybrał zakonną drogę życia, starał się wszelkimi siłami umacniać swoje powołanie.

         Będąc ojcem zakonnym, nie zamykał się na świat, naukę – przeciwnie, myślał o tym, w jaki sposób wszystko, co jest na świecie obrócić na chwałę Bożą. Przykładem tego może być kino, które wówczas dopiero raczkowało, zaś tematyka pierwszych filmów często dawała powód do zgorszenia. Kiedy jeden ze współbraci nazwał je „szatańskim wynalazkiem”, ojciec Kolbe odpowiedział: „Wynalazki nie są w sobie ani dobre ani złe. Oczywiście w ręku złych ludzi przeradzają się w broń szatana. Dlatego właśnie musimy za wszelką cenę wytrącić szatanowi broń z ręki. Trwając w defensywie, nikt żadnej wojny nie wygrał! Musimy ruszyć do ataku (…)”

         Za słowami ojca Kolbego szły czyny – ciągle był w natarciu, technikę zaprzęgał do własnej działalności mającej na celu szerzenie kultu Maryi. W Niepokalanowie założył stację radiową, która nadawała na przełomie lat 1937/38, pokrywając swoim zasięgiem praktycznie obszar całego kraju. Planował założyć telewizję katolicką, w czym przeszkodziła mu wojna.

         Często poruszał sprawę prasy niedocenianej przez kapłanów. Ta myśl nie dawała mu spokoju, wreszcie zwrócił się do ojca prowincjała o pozwolenie na wydawanie „Rycerza Niepokalanej”. Na pierwszy numer ojciec Maksymilian sam musiał zebrać ofiary. Sam też wypełnił treść skromnej gazetki, którą wielu czytelników przyjęło z entuzjazmem, niektórzy z rezerwą, zaś inni w ogóle nie chcieli jej wziąć nawet za darmo. Nie zrażał się jednak ojciec Kolbe, nawet wówczas, kiedy spotykał się z drwiną, zaś sytuacja finansowa jego pisma wyglądała katastrofalnie. Szyderstwo potrafił przyjąć z pokorą. Umiał jednak też bronić swego zdania. Kiedy chciał zakupić maszynę drukarską, by móc sprawniej wydawać „Rycerza Niepokalanej”, ojcowie zakonni szukając argumentów przeciw temu zamiarowi, powoływali się na ubóstwo franciszkańskie i twierdzili, że św. Franciszek nie miał drukarni, nie wydawał pism, a został wielkim świętym. Wówczas ojciec Maksymilian tak odpowiedział:

„ – To prawda, ale czy to powód, żebyśmy się rozsiedli na XIII wieku jak w fotelu, potępiając zdobycze techniki i przeobrażenia struktur ekonomicznych czy społecznych? Kto by naśladował formalnie św. Franciszka nie powinien jeździć koleją ani czytać gazet (…) Święte ubóstwo nie na formie polega , lecz na treści! Redaktor pisma o milionowym nakładzie może być ubogi duchem (…)”

         Czy mógł przypuszczać wówczas Kolbe, że jego „Rycerz Niepokalanej” osiągnie w 1938 roku milionowy nakład? Ale do tego droga była jeszcze daleka. Maszynę drukarską początkowo trzeba było uruchamiać ręcznie z powodu braku elektryki. Aby wydrukować jeden nakład 5 tys. egzemplarzy „Rycerza”, trzeba było 60 tys. razy obrócić korbą, od której to czynności  Ojciec Maksymilian nigdy się nie wzbraniał mimo zaawansowanej choroby płuc.

         Skąd człowiek schorowany, chodzący w ciągłej gorączce znajdował w sobie siły, by pracować na równi z innymi ojcami i całym sercem angażować się w wydawanie „Rycerza”? Pogodzenie tych wszystkich obowiązków dla zwykłego człowieka wydawać by się mogło szaleństwem, tak jak szaleństwem wydawała się myśl ojca Kolbego o założeniu Niepokalanowa na Dalekim Wschodzie i wydawania „Rycerza” po japońsku. Kiedy ojciec Maksymilian udał się w tej sprawie do prowincjała, ten zadał rzeczowe pytania:

- Ma ojciec pieniądze?

- Nie.

- Umie ojciec po japońsku?

- Nie, ale się nauczę?

- Czy ma ojciec przynajmniej oparcie znajomych, jakieś zabezpieczenie tam na miejscu?

- Nie, ale Niepokalana zaradzi.       

Czy Kolbe był ryzykantem?

Z pewnością, ale przecież to gwałtownicy zdobywają Królestwo Boże.

         Jan Paweł II nazwał św. Maksymiliana Kolbego „patronem naszych trudnych czasów” nie tylko dlatego, że odważnie oddał życie za drugiego człowieka, ale również dlatego, iż odważnie stawiał czoła wyzwaniom, jakie rzucał mu świat.

         My również chcemy za przykładem naszego świętego patrona podejmować bez lęku zadania, jakie postawi przed nami życie i rzetelnie je wypełniać.


Tomasz Źrebiec